Szkockie chmury, senność i suszenie bielizny PDF Drukuj Email
 
Napisany przez Maciej Lewandowski, z 04-10-2008 12:07
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)

Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Szkocji jest wspaniałe – wrzosowiska, zielone wzgórza, zameczki i nisko osadzone chmury. Tak nisko, że dosłownie okrywają szczyty przydrożnych pagórków. Tak nisko, że można w nich chodzić. Goście są zachwyceni.

Po tygodniu wszystko jest jasne – pięknie, nisko szybujące obłoczki oznaczają kolejny deszczowy dzień, ból głowy i wszechogarniającą senność. Senność, która jest tu tak oczywistym stanem organizmu, że obraz zasypiających znienacka ludzi jest masowo wykorzystywany we współczesnej ikonografii, także w tutejszych reklamach. Urzędnik zasypiający przy komputerze, dzieci w szkole, a nawet cała drużyna piłkarska usypiająca nagle podczas rozgrywek. Nagły atak snu to norma w wyspiarskim klimacie, to tak zwyczajne zachowanie jak jedzenie, zabawa, sprzątanie, czy pranie…

Właśnie – pranie – z tym jest w Szkocji wielki kłopot. Bardziej z suszeniem, niż z samym praniem, jako że wody tu dostatek. Szkockie gospodynie mają obsesję na tym punkcie, dzień bez wywieszenia prania to dzień stracony. Zrobiły z tego obrządek, szkocki trademark, tradycję podobną do słynnej popołudniowej „tea” (która, nawiasem mówiąc, wcale nie oznacza picia herbaty). Sposoby przechytrzenia sił natury, ilość codziennych „wywieszań” i wszelkie z tym związane kłopoty są przedmiotem rozmów towarzyskich miejscowych kobiet. W pracy, na zakupach, na pikniku – główny temat damskich pogawędek to suszenie bielizny i narzekanie na mężów (piją za dużo, grają zbyt często w golfa, albo oglądają piłkę nożną) – ale w tym względzie Szkotki nie różnią się chyba od reszty Europejek. Jednak wymiana doświadczeń związanych z wywieszaniem prania jest typowo szkocką rozrywką - panie w większości przypadków udzielają sobie nawzajem rad, co zrobić, aby osiągnąć upragniony cel, czyli suche bluzki. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż na nic nie zda się prognoza pogody – w 90% jest ona trafna – będzie padać.

Większość Szkotek suszy pranie rozwieszając je na dworze – w ogródkach, na podwórkach, czy też – tradycyjnym, choć zanikającym sposobem – na linkach przeciągniętych pomiędzy oknami mieszkań. Cały problem polega na tym, że deszcz może spaść dosłownie w każdym momencie. Piękny słoneczny poranek zamienia się w ulewę połączoną z wichurą, aby z kolei przeistoczyć się w miły, ciepły wieczór. Lub na odwrót. Tak więc utrafienie w odpowiedni moment graniczy z cudem. Szkockie kobiety – przywykłe od wieków do twardej walki ze złośliwym żywiołem – wypracowały sobie setki przeróżnych sposobów na sukces w postaci suchej odzieży. Niektóre z nich (głównie te, które z jakichś względów pozostają przez cały dzień w domu) czatują – wybiegają z mieszkania z naręczem prania w momencie zauważenia nieśmiałego promyka słońca, szybko rozwieszają, co jest do rozwieszenia i czatują dalej. Po kwadransie, godzinie, przy ogromnym szczęściu po dwóch – kiedy zaczyna padać - wybiegają ponownie. Zwijają całość i czatują od nowa na słońce. Tak przez cały dzień, rekordzistki dochodzą do kilkunastu wybiegnięć w ciągu dnia – co ciekawe – po paru latach przebywania w tutejszych warunkach podobne techniki zaczynają stosować osiadłe tu kobiety innych nacji. Polki także!

Ciężki jest los tych pań, które opuszczają swoje gospodarstwo na cały dzień. Ponieważ – jak wspomniałem – wywieszenie prania jest obsesyjną koniecznością, większość z nich robi to przed wyjściem z domu. Szczęśliwe, które mają niepracujące sąsiadki lub rodzinę w pobliżu – zawsze mogą liczyć na codzienną pomoc w nieustannym rozwieszaniu i zwijaniu wypranych ubrań. Gorzej z tymi, których jedynym ratunkiem są mężowie – ci albo zdecydowanie odrzucają propozycje współpracy, albo po prostu zapominają o wywieszonej na dworze odzieży. Częstym, w związku z tym, widokiem jest obraz kobiety, która w miejscu pracy nerwowo rozmawia przez telefon, podczas gdy za oknem zbierają się chmury, lub – co gorsza – pada deszcz. Niestety, w większości przypadków rozmowa kończy się to sarkastycznym: “typical man”…

Najgorzej mają oczywiście te gospodynie, które nie mogą liczyć na nikogo. Współczuję im z całego serca – zdarza się, że ich pranie “suszy się” dwa, trzy, cztery dni… Przykry widok – naprawę – szczególnie po tygodniu…


Opublikowane w : Wiadomości i Artykuły, Społeczeństwo i emigracja

Komentarze użytkowników (0) RSS feed komentarz

Żaden komentarz nie wystawiony

Dodaj swój komentarz



mXcomment  © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
O nas | Reklama | Kontakt | Dołącz do zespołu Szkocja1.net | Ochrona prywatności | Patronat | Nasi Partnerzy | Dla Prasy

Copyright © 2008-2009 Szkocja1.net! Polska Społeczność Internetowa w Szkocji.